a może dla niej - przez ostatnie dwa lata zrobiłam mnóstwo głupot. Nie mam na myśli podcinania sobie żył, czy skakania w ogień. Myślę o poświęcaniu swoich zasad dla kogoś. Zasad o swojej
niezłomności. Bycie na każde zawołanie, oferowanie swojej pomocy, bycie "drugą mamusią".
To wszystko dla kolegi.
Każda dziewczyna wie, jak to jest. Jak to jest, gdy Ty chcesz, a On tego nie widzi. Starasz się, chcesz, żeby było Mu jak najlepiej, a On jest synonimem ignorancji.
Dwa lata zajęło mi dojrzewanie do tej myśli. Dwóch lat potrzebowałam, żeby zrozumieć, że to co czuję, czuję sama. Jedyna z tej dwójki.
Boli mnie, że tak wiele rozmawialiśmy, że tyle nocy przepisaliśmy na fejsie, a jedyne co dziś potrafimy powiedzieć to "Siema!".
Chciałam, żeby był to dobry tekst, który mnie w pewien sposób oczyści z żalu. Nachodzi mnie tyle różnych myśli, że powstaje chaos, którego nie potrafię ogarnąć.
Jestem na siebie zła, za to, że nie potrafię czuć złości. Jedyne, co czuję to to, że jest mi cholernie przykro. Czuję się jakbym w środku szkolnej akademii zapomniała słów recytowanego wiersza, wszyscy na mnie patrzą i popadają w konsternację. Tylko, że Ci ludzie wiedzą o czym ma być ten wiersz, a On nie wie, nie rozumie, co ja przez swoje zachowanie chcę mu okazać.
Kilkanaście już wieczorów poświęciłam na układanie tekstów, sposobów na powiedzeniu Mu o tym.
Odliczałam dni, kiedy to nareszcie się wydarzy. I nic. I nie zrobiłam tego. Chyba nie potrafię. Nie boję się o siebie. Boje się o niego i o jego uczucia. Mamy po dwadzieścia lat, a On nigdy nie był w takiej sytuacji. Wiele osób, myśli, że On nie potrafi czuć. Jednak się przede mną otworzył i okazał stronę, której nikt inny nie zna. Może dlatego, że poznałam go dobrze, boję się mu powiedzieć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Imię:
E-mail
Twoja strona: